
17 lipca
Wstajemy niezbyt chętnie o 7 rano, obudzeni przez Hajka. Tłumaczy nam, że wstajemy na oglądanie Araratu (o które nb. sami prosiliśmy), po południu gromadzą się chmury i legendarna góra staje się ledwo widoczna. Po drodze lecimy do wodopoju i delektujemy się wschodzącym nad Armenią słońcem. W tle dwa stożki Araratu i Małego Araratu, legendarnych Armeńskich gór, w tej chwili znajdujących się 20 km za turecką granicą. Robimy fotki i wracamy spać. Budzimy się po południu, kąpiemy się korzystając z wiadra i miski (kto by pomyślał, że można się dokładnie umyć mając do dyspozycji tylko jedno wiadro wody :) ). Kupujemy w sklepie wszystkie potrzebne rzeczy na grilla - będzie duuużo kurczaka :) Do wieczora czas schodzi nam w miarę szybko, przyjeżdża ojciec Hajka i przygotowuje całą ucztę. Pomagamy, ile możemy, rozmawiamy i jemy ile możemy. Szykujemy się na nocny wypad do miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz