26 lipca (4 mordad 1389)
Rano odnajduję nasz barłóg. Cin myślał że zaginąłem w akcji i jest wściekły. Trochę się sprzeczamy ale w końcu otwieramy puszkę pokoju – makrela w pomidorach przytargana jeszcze z Gruzji – nasze ostatnie jedzenie. Jej okropny smak sprawia, że szybko zwijamy się na dół - tutaj już nic dobrego dziś nas nie spotka. Po drodze miła irańska parka zaprasza nas na herbatę z cukrem i śniadanie – rewelka. Jak zwykle wymiana uwag o górze, skąd jesteśmy itp., itd. Ładnie dziękujemy, życzymy powodzenia i lecimy na dół. Co jakiś czas obracamy się za siebie i cieszymy się, że mamy to już za sobą. Łapiemy samochód i zjeżdżamy żeby się porządnie najeść. Zamawiamy kurczaka nadziewanego owocami granatu, sziszę i coś do picia – yummie. Full relaks, przydałoby się jeszcze umyć. Amina nie ma w Teheranie, więc musimy gdzieś przekiblować do jutra. Pada na Morze Kaspijskie, mamy do wybrzeża tylko
Im bliżej jesteśmy w cywilizacji, tym bardziej to czujemy. Znajdujemy fajną sziszarnię prowadzoną przez byłego nauczyciela j. angielskiego, więc możemy się nagadać i dowiedzieć co nieco o tym, gdzie w ogóle jesteśmy (Mahmud Abad) i jak stąd wrócić do Teheranu. Rozbijamy namiot w okolicznym parku, zostajemy zaproszeni na kolację przez sąsiadującą z nami rodzinkę. Rozmowa przy herbacie, do tego smażone mięso, kiszone ogórki, pomidory, kiszona papryka, świetny melon – fajnie się tak zregenerować po tych wszystkich trudach.
Opowiadamy historię naszej podróży, robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i idziemy spać. Co chwile ktoś ciekawski stuka nam do namiotu. Nie mamy już siły na rozmowy. Po chwili przychodzi policjant i prosi o dokumenty – pierwszy raz zdarza się, żeby ktoś nas legitymował. Jesteśmy zdania, że był ciekaw skąd jesteśmy i chciał sobie zobaczyć jak wyglądają nasze paszporty. Nie robi problemów ze spaniem w parku. Wreszcie możemy się wyspać na płaskim, bez kamieni. Nieświadomie pobiliśmy także rekord depresji, bo M. Kaspijskie jest 28m p.p.m, niestety naszych ulubionych antydepresantów w tym kraju nie sprzedają ;).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz