13 lip 2010

Wardzia

10 lipca
Spaliśmy dobrze, z rana idziemy do centrum wioski na marszrutkę i spotykamy naszych przyjaciół. Nie odpuszczają i zapraszają nas na piwo z suszoną rybą i wędzonym serem (coś w stylu korbacików na Słowacji, trzeba wsadzić do piwa, poczekać aż napęcznieje i zjeść). Do imprezy dołącza strażnik okolicznego parku narodowego, który z ogniem z zapalniczki przygotowuje dla nas cudowny przysmak do piwa - opala pęcherz pławny suszonej ryby. Ciekawy smak, nawet dało się to zjeść. Panowie przy piwie nalegają, żebyśmy pojechali do Wardzi, legendarnego skalnego miasta z XII wieku - "kto nie był w Wardzi, ten nie był w Gruzji" - mówią. Na pożegnanie nasi przyjaciele fundują nam marszrutkę - takie podejście do gości. Jedziemy do Newcastle/Akhalcikie, zwiedzamy kosmiczną toaletę i wsiadamy do autobusu do Wardzi. W marszrutce jedziemy z workami mąki, cukru i torbami pełnymi chleba - najwyraźniej jest to jedyny środek kontaktu ze światem dla okolicznych wiosek. Kręta, górska droga, piękne widoki i dźwięk zapowietrzonego hamulca, który działa dopiero za czwartym razem gwarantują niezapomniane wrażenia. Na szczęście w wielu miejscach droga jest świeżo po remoncie i jedzie się bez wstrząsów. Nieco przed Wardzią pomagamy z Cinem dwóm drobnym Gruzinkom wyładować na taczkę 50kg worek cukru - maładcy!! :)). Dojeżdżamy późnym popołudniem i rozbijamy namioty obok spoko ziomków z Brna. Sama wioska niewielka ale widok skalnego urwiska pełnego okien robi wrażenie. Zwiedzanie miasta to czysta przyjemność. W każdym zakamarku kryje się jakiś nowy tunel lub komnata. Tunele ciągną się wgłąb przez wiele kondygnacji. Podziwiamy także wciąż działającą cerkiew oraz oryginalne XII-wieczne freski, które ponoć nigdy nie były restaurowane. Widoki niesamowite. Szkoda, że 100 lat po wybudowaniu większą część tego cudu wykutego w tufie zniszczyło trzęsienie ziemi. O niestabilności skały przypominają napotykane gdzieniegdzie betonowe wzmocnienia. Wieczorem idziemy się wykąpać do basenu z termalną wodą. Przy okazji zostajemy zaproszeni na kolejną imprezę i idziemy spać. Jutro wracamy w stronę Tbilisi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz