21 lip 2010

Ostatnia noc w Tbilisi

12 lipca
Jedziemy na krótkie zwiedzanie Telawi z Grigorijem. Niestety jest poniedziałek i wszystkie muzea są zamknięte. Na pocieszenie oglądamy ogromny 900-letni platan. Po drodze do Tbilisi nasz kierowca zawozi nas do pałacu - muzeum gruzińskiego bohatera narodowego Aleksandra Czawczawadze. Piękny pałac i bogato wystrojone wnętrza. Przy okazji podłapujemy trochę historii Gruzji. W tym miejscu także produkują
wina; zwiedzamy piwnice z mnóstwem starych butelek. Najstarsze eksponaty to dwie flaszki polskiego miodu z 1814 roku. Proponujemy oprowadzającej pani przypadkowe zamknięcie nas na noc, niestety nie zgadza się ;). W Tbilisi wpadamy do hostelu żeby wyprać ciuchy i odpocząć przed następnym etapem podróży. Chcemy dojechać do Iranu przez Armenię, a nie przez Azerbejdżan, jak na początku planowaliśmy. Zmiana planów wynika z niechęci do wyrabiania drogiej wizy azerskiej - trzeba by na to poświęcić kolejne dwa dni i sporo pieniędzy. Wizę do Armenii dostaje sie na granicy za 7 euro, wiza do Azerbejdżanu to 60 ojro. Nieco za dużo jak na kraj tranzytowy. W hotelu spotykamy dwóch ziomków ze Słupska - Adama i Marcina (pozdro!!), którzy opowiadają bardzo inspirujące historie z pobytu w Armenii - pełen hardkor. Chłopaki "nie pękają na robocie" - podoba nam się to hasło - my też nie będziemy. Póki co idę na wieczorne poszukiwania Cina, okazuje się że został przechwycony sprzed sklepu przez Tbiliskich Ormian, wraca dość późno z bananem na twarzy. Może Armenia nie jest taka zła... :)

2 komentarze:

  1. Pozdrawiamy ze Słupska. Fajny blog , czyta się z uśmiechem . W najbliższym czasie wrzucimy naszą realcję. Marcin i Adam

    OdpowiedzUsuń
  2. wow, zapodajcie jakiegoś maila chłopaki!
    piszcie na rzuraf(at)o2.pl
    pozdrawiam
    Marek
    Resztę planuję skończyć już niebawem, bo jakoś nie miałem czasu wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń